Watykański spacer po Księżycu

własne
Porażki bolą najbardziej. Szczególnie te w skali makro. To nie przełajowy bieg o medal wójta Dąbrowy Niemodlińskiej ani starcie o fotel honorowego prezesa fundacji „Na rzecz walki z hałaśliwym sąsiadem spod „czwórki”. To PORAŻKA LUDZKOŚCI, o której złowieszczo zawiadomił nas watykański sekretarz stanu, kardynał Pietro Paroli

Co? Gdzie? Kiedy przegapiłem?

Auschwitz? Nie tym razem. Kolosalne dysproporcje w poziomie życia na naszej planecie? Może kiedy indziej. Terroryzm? Pedofilia? Siedem plag egipskich?



Nie zgadliście.

Chodzi o irlandzkie referendum, w którym 62% uprawnionych do głosowania zamiast tracić czas nad dysputą o JOW-ach i finansowaniu partii politycznych – przybiło piątkę legalizacji małżeństw tej samej płci.

Tryumf tolerancji, święto wyrozumiałości, ostateczne pożegnanie ze średniowieczem. Dublin wysłał Europie czytelny telegram, że nie zawsze trzeba się z kimś zgadzać, aby w pakiecie z wrzuconą do urny kartą - podarować mu szansę. To postępowi Irlandczycy są dziś Carlem Lagerfeldem zmieniających się trendów, kierując się zrozumieniem, tolerancją, a może nawet i miłością do bliźnich. Czyli wartościami, o których Kościół poucza z ambony, samemu studiując je po mandaryńsku i do góry nogami.

Rozumiem, że inaczej nie można, ze względu na narzuconą konwencję. Putin nie je w Burger Kingu, Ratzinger nie wiesza plakatu Behemota nad łóżkiem a P. Diddy nie jeździ do studia Octavią na gaz. Proste. Jednak stary zwyczaj można czasem przemilczeć, zamiast kolektywnie skazywać ludzkość na miano skończonych loserów. Gdyby nie faraon - Zelnik i dysertacja na temat invitro („Rodzą się z tego in vitro liczne dzieciaki jakieś koszmarnie chore, połamane„) wypowiedź kardynała Parolina w cuglach zyskałaby miano idiotyzmu roku. Ale i tak było blisko.

Czas zrozumieć, że wybór Irlandczyków ma tyle wspólnego z prawem kościelnym, ile Mike Tyson z encykliką „Deus caritas est”. Drogi Watykanie, może nie wiesz, ale ślub można zawierać przed urzędnikiem państwowym, uwaga, bez obecności Boga.

Jeśli nasi politycy oderwali się od rzeczywistości, to współcześni hierarchowie kościoła na dobre zadomowili się na Księżycu. Nie pojmując współczesnego świata dryfują po galaktykach głupoty i zacofania. Szkoda, że najbardziej postępowy od półwiecza papież Franciszek skupił energię na reformowaniu watykańskiego skarbu, zamiast postrzegania rzeczywistości. Niby nic, ale podobnie jak w przypadku Kubicy – straconej szansy jednak szkoda.

Zamiast głosić pusty komunikat, ktoś powinien go wreszcie wysłuchać.

Halo, tu Ziemia. Watykanie, masz problem.

Więcej tekstów na moim blogu. Polecam.
Trwa ładowanie komentarzy...