Tym czasem królowa amerykańskiego popu Beyonce w teledysku do piosenki „Feeling myself” w towarzystwie Nicki Minaj wylewa do basenu luksusowego szampana Ace of Spades. Wow - to tyle? A gdzie pointa? To już.
Po żonie Jaya Z („I’m no a businessman, I’m a business man!”) spodziewałem się więcej – basen wypełniony ekstremalnie drogim trunkiem to byłoby coś. A tak? Butelka za kilka stów to co najwyżej mżawka w kieliszku wina. To trochę tak, jakby Gatsby wyprawił ogrodowe party dla 10 znajomych, przy akompaniamencie z boom-boxa.
Internet wylał swoje żale. Tysiące ludzi reguluje czesne w cenie nieszczęsnej flaszki, pod brooklyńskim mostem dalej koczują bezdomni, miliony dzieciaków ma puste brzuszki a bezczelna milionerka wylewa do basenu coś - co mogłaby przecież z powodzeniem wypić. Wtedy wszystko byłoby cacy.
Milionerzy wszelkich krajów łączcie się. Złomujcie swoje lamborgini, wyrzućcie kartę rabatową do Tiffaniego, oszczędności wyślijcie na Marsa i jako freeganie odwiedzajcie zaplecze Tesco pięć razy w tygodniu. Świat będzie piękniejszy. Ale nie rezygnujcie z ochrony! Silne ramiona przydadzą się, kiedy w kolejce po zasiłek spotkacie byłych pracowników, rozżalonych na puste brzuszki, nie afrykańskie a te „tu i teraz”.
Rozpaczających na twitterze uspokajam – od 2014 roku Jay Z jest właścicielem marki Armand de Brignac (znanej również pod nazwą Ace of Spades), w związku z czym prawdopodobnie otrzymał ją całkowicie za darmo. Jak na basenową reklamę z udziałem znanych na całym świecie celebrytek całkiem nieźle. Można za to kupić zero Twixów, zero Ferrari i zero posiadłości na Lazurowym Wybrzeżu. Lepiej?
A co tam w Afryce?
Zapewniam, constans.
Więcej moich tekstów na popkulturalnym blogu:
polecam!
