Nic Panu do mojej wolności!

Żyje w strachu. Od lat. I choć nie zamykano małego mnie w leżakowni, nie karmiono wielkimi łyżkami szpinaku i nie zmuszano do oglądania „Z archiwum X” tuż przed snem to i tak bezwiednie – już od lat – stałem się adresatem niewidzialnej paniki, toczącej nasze społeczeństwo od niemal dekady.

Poltergeistów jest kilku.

Głosować trzeba zawsze na obecną władzę. I kropka. Bo przyjdzie Kaczyński i dokończy dzieła sprzed ośmiu lat. Odgryzie głowę polskiej inteligencji i przy pomocy służb specjalnych zamieni nasze życie w „Układ zamknięty” Bugajskiego. Bo językiem Macierewicza napisze podręczniki do historii, twarzą Fotygi zepchnie polską politykę zagraniczną do IV ligi europejskiej, a na ołtarze wyniesie nie tylko zmarłego brata i księdza Tadeusza z Torunia, ale i sponiewierany przez Tuska sztandar IV RP.

Do dziś zraszany systematycznie strumieniem letniej wody z kranu, żyłem w przeświadczeniu, że zakochany w żyrandolach i pełnionej przez siebie funkcji prezydent – gajowy, w potrzebie chwili chwyci za oręż i dzielnie stawi czoło Bazyliszkowi, w którego pomagał mi uwierzyć od momentu, gdy Kaczyński zastąpił na stanowisku uszytą na potrzebę chwili pacynkę w postaci Kazimierza „Yes Yes Yes” Marcinkiewicza.

Tyle, że Bronisław Komorowski nie tylko nie miał ochoty podjąć rzuconej rękawicy, ale wręcz zapadł w zimowy letarg tuż przez pierwszym gongiem, kiedy to jeszcze słupki poparcia oscylowały w zdawałoby się bezpiecznej okolicy wieku emerytalnego. Dzisiaj, szastając na potęgę budowanym przez lata autorytetem miota się między tabunem doradców, którzy każdego dnia wysyłają Dudzie starannie wykaligrafowane zaproszenie do pałacu prezydenckiego. Wraz z osobą towarzyszącą.

Brak jakiejkolwiek komunikacji z młodymi ludźmi - przeżyję. Sarmacki lifestyle i kilka lapsusów językowych - również. Ale dzisiejsze hasło „Komorowski. Prezydent twojej wolności” autentycznie mnie przeraziło. Bardziej niż „To” Stephena Kinga. Bo przecież od lat słyszałem, że od mojej wolności to będzie Kaczyński, kiedy tylko dumnie wróci do władzy i zamieni życie ludu w koszmar.

Prezydent powiedział dziś, że „wolność to prawo do kształtowania własnego życia według tego, jak komu w sercu gra, to zrozumienie dla odmiennie myślących”. Sama prawda. Ale dla ludzi, których najwidoczniej średnio Pan Bronisław rozumie - wolność to przede wszystkim niezbywalny przywilej, którego prezydentami, królami, cesarzami i dysponentami - mogą być wyłącznie oni sami. I kropka.

Serdecznie proszę odczepić się od mojej wolności i wziąć się w garść.

Dumę schować do kieszeni, wyrzucić fiszki i zmienić PR-owców, bo na brak głosu na Dudę lęku może jeszcze wystarczyć. Ale na „krzyżyk” w rubryce obok i niedzielny spacer do najbliższej Komisji Wyborczej – już niekoniecznie.
Trwa ładowanie komentarzy...