O autorze
Autor bloga http://marmolada.st/ Pisze, bo słyszał o sobie, że robi to wybornie. Wie o popkulturze niemal wszystko. W przyszłości ma ambicje zostać mesjaszem polskiej blogosfery. Chwilowo zajęty przedefiniowaniem związków między kulturą wyższą a lifestylem. W żadnym wypadku krytyk.

Śledź mnie: FACEBOOK

Nie wierzę w Terlikowskiego

innsent.com
Nie wierzę. W czarnego kota, co to pecha przynosi. W obietnice wyborcze, zamach smoleński, sukces naszych piłkarzy na rosyjskim mundialu, nadciągającą Trzecią Wojnę Światową czy perspektywę czwartego Oscara dla Nicholsona.

Jednak nade wszystko nie wierzę w takich ludzi jak Tomasz Terlikowski.

Nie żałuję i nie obiecuję poprawy.

To, że najsłynniejszy obecnie ultrakatolicki publicysta jest człowiekiem nie liczącym się z nikim i niczym - wiedziałem od dawna. Tak jak i to, że pod maską dobrodusznego wujaszka co to zbłąkane owieczki pod ołtarz zaprowadzi i przed in vitro ostrzeże – skrywa smutną postać egoisty, nie rozumiejącego fundamentalnych zasad, które raczy głosić z publicystycznej ambony.

Do powiększającego się z sekundy na sekundę grona obrażonych przez Terlikowskiego, dołączyła dziś sama Angelina Jolie. Na szczęście żona Brada Pitta, w przeciwieństwie do mnie czy do Ciebie, prawdopodobnie doświadczy błogosławieństwa twitterowej dysertacji publicysty, jak i jej autora, nigdy nie poznać.

Nie trzeba studiować biblii od rana do nocy ani kumplować się z połową episkopatu, by choć raz w życiu usłyszeć fragment przykazujący miłość do bliźniego swego, jak do samego siebie. W mlaskaniu lwa, rozrywającego na strzępy resztki antylopy, znajdziemy więcej miłości niż w ćwierknięciu Terlikowskiego. Natomiast, w misji, którą obrała Angelina - dobroci i umiłowania znajdziemy całe Himalaje.


Angie nad hollywoodzki blichtr i słodki chillout na prywatnej wyspie, postawiła sobie ambitne zadanie, uczynić świat, który padł jej do stóp, choć odrobinkę lepszym miejscem. Pokazać jak to po ludzku fajnie jest żyć, kiedy mamy dla kogo. Nauczyć nas, że nie trzeba być diwą z Los Angeles, by dać z siebie zawsze to co najlepsze. Uczulić, że nie musimy przybijać się do krzyża i jak Kordian cierpieć za miliony. Musimy po prostu być, bo dla kogoś jesteśmy całym kosmosem.

Nie mam wątpliwości, że każdego dnia setki kobiet zawdzięczają pani Jolie po milionkroć więcej, niż tylko przyjemny wieczór w towarzystwie Lary Croft i Czarownicy.

Niepojęta jest dla mnie sytuacja, w której ktokolwiek rości sobie prawo wtrącania się w cudze życie. Nie obchodzi mnie, kiedy Terlikowski był ostatnio u spowiedzi, czy uprawia seks przy zgaszonym świetle oraz jaki ma stosunek do ostatnich kampanii Durexa. Mam gdzieś co sądzi o gejach, Muzułmanach czy futbolu amerykańskim. Nie moja bajka, czy odmawia dzieciom Nutelli, czy może wraz z nimi pacierz przed posiłkiem. Niech robi co chce.

Oby tylko kiedyś zapragnął chwilkę pomilczeć.

Zabiegowi, który zaproponował znanej aktorce, sam poddać się nie ma jak.

Amen.


Więcej tekstów na moim blogu:

polecam!
Trwa ładowanie komentarzy...