Życie.
Czy to znaczy, że jesteśmy przedziwnym społeczeństwem pijaków, złodziei i niedzielnych kurtyzan? Oczywiście nie. Czy to znaczy, że sąsiad z radością zostawi dla Ciebie wolne miejsce przy wigilijnym stole? Tym bardziej nie. Czy wreszcie znaczy to, że polscy pływacy wrócą z mistrzostw niemieckimi autami? Tak, jeśli to nimi tam przyjechali.
Stygmatyzujące nas od wschodu na zachód wymysły to znak, że udało się nam schować przed światem najbardziej polską z polskich cech. Ukryć w szafie sekret mroczniejszy, niż wszystkie płyty Behemota. Schować szczelnie w rodzimej norze przykrą prawdę o nas samych, na zewnątrz okrywając się gębą przyprawioną przez ludzi, którzy nic o nas nie wiedzą.
Polacy z anegdotek to niezauważalny margines, występujący w proporcji adekwatnej do populacji innych państw. To oczywiste. Prawda jest taka, że prawdziwy Polak to nienawidzący sukcesów innych zazdrośnik, szczerze zwaśniony z odnoszącymi prywatne zwycięstwa krajanami. Przyjmujący z pokorą swój marny los, o ile przeznaczenie sąsiada będzie po stokroć gorsze. Krytykujący po cichu na internetowym forum. Skupiający się na zarobkach innych, żyjąc w przeświadczeniu, że źródłem fortuny brata był wyłącznie szwindel lub ślepy traf. Wytykający błędy, zawistny, do bólu zakompleksiony.
Gościnny? Czasami.
Sylwester Wardęga stał się wrogiem numer jeden, kiedy tylko okazało się, że film na jego youtubewym kanale zobaczyło już kilkanaście milionów ludzi (w chwili obecnej ponad 60), co w praktyce przełoży się zapewne na niezły zysk (brawo!). To, co jeszcze kilka milionów kliknięć temu wydawało się całkiem śmieszne, dziś omal nie zabiło niewinnych przechodniów i nie zgorszyło milionów widzów przed monitorami, rażąc śmiertelnym piorunem głupoty pozostałych. I choć pająkopies to dowcip na poziomie „Śmiechu Warte”, to idąc tym tropem Amerykanie już w latach 90-tych zapewne spaliliby na stosie Jima Carrey’a, o Eddie Murphy’m nie wspominając.
Anna Lewandowska była dla nas całkiem cool jedynie do czasu, gdy jej mąż podpisał lukratywny kontrakt z monachijskim Bayernem. Teraz to już tylko lansująca się na drugą Chodakowską celebrytka, jedząca zbyt drogie owsianki i promująca niemającą sensu akcję społeczną. Przecież gołym okiem widać, że sama uciekała z WF-u, przy każdej nadarzającej się okazji.
Casus Wardęgi i Lewandowskiej, a także Twój, jeśli tylko ośmielisz się odnieść sukces, pokazują że zapiekłość w krytyce i nienawiści przekracza już wszelkie granice, powoli wkradając się do niemych standardów towarzyskiego savoir-vivre, obowiązujących niczym niewidzialny kodeks na polskiej ulicy.
Wiem, generalizuję.
Polska to kraj, w którym można odnosić sukces za sukcesem. Naprawdę. Kraj ludzi kreatywnych, ciężko pracujących na własny tryumf. Wreszcie kraj, w którym miliony uśmiechniętych ludzi doskonale wie, że najlepsze dopiero przed nimi.
Trzeba tylko dojść do głosu. I nie dawać się zagłuszać, w tym przedziwnym polskim zgiełku.
Jeśli tekst się podobał, odwiedź najlepszy popkulturalno - lifestyle'owy blog w PL:
MARMOLADA.ST ( KLIK, KLIK i czytasz ;) )
